Według internetowego słownika języka polskiego czytać to śledzić wzrokiem napisane lub wydrukowane litery, zapoznawać się z treścią tego co jest napisane lub wydrukowane. Tę umiejętność nabyłam już jako kilkulatka, ale nie o nauce czytania będzie mój dzisiejszy tekst. Czytelnicy bloga Edukacja z pasją dowiedzą się z niego skąd w ogóle moje zamiłowanie do książek. Będzie o moich czytelniczych początkach „literackim dojrzewaniu” i podróży przez gatunki. Podróż ta, która choć miała sporo przystanków, to trwa nieprzerwanie od ponad dwudziestu lat.
Zapraszam do lektury.

Za górami za lasami… czyli pierwsze zetknięcia z książką

Długo zastanawiałam się kiedy i dzięki komu po raz pierwszy wzięłam do ręki książkę, taką z obrazkami i małą ilością tekstu. I wiecie co? Nie pamiętam tego momentu, bo chyba byłam wtedy zbyt mała, może nawet mniejsza niż miś ze zdjęcia. A może po prostu nie było takiego dnia, bo ta czytelnicza iskra była we mnie od zawsze. Oczywiście, pewnie jak u większości z Was, zaczęło się od bajek czytanych przez rodziców, potem były nie zawsze udane próby składania liter, aż wreszcie pierwsza samodzielnie przeczytana książka, a właściwie Baśnie Braci Grimm. Do dziś pamiętam jak bardzo byłam wtedy z siebie dumna. Później, jak to mówią, poszło z górki. Prawie codziennie zaglądałam do mojej małej, ale urokliwej szkolnej biblioteki pełnej książek oprawionych w szary papier. Były tam bajki, baśnie, wiersze i znienawidzone przez wielu lektury. Między półkami przechadzała się sympatyczna i zawsze uśmiechnięta Pani bibliotekarka. To ona podpowiadała co mi się spodoba, to ona rezerwowała dla mnie najbardziej wyczekiwane nowości.

Dzieci ze Szwecji… czyli lektura  dzięki, której zrozumiałam co to magia czytania

Mam osiem lat, jestem w drugiej klasie szkoły podstawowej i dostaję na ferie zadanie bojowe: Przeczytajcie przez ferie Dzieci z Bullerbyn. Wypożyczam i wracam do domu. Jest jeden z wielu zimowych dni, siadam na łóżku pod ciepłym kocem, zaczynam czytać i… przepadam na kilka godzin. Po raz pierwszy zaczęłam coś analizować, mocno przeżywać losy bohaterów, wtopiłam się w tę historię jak nigdy wcześniej. Nie przerwałam czytania zanim nie skończyłam rozdziału. Magia liter zadziała po raz pierwszy i nie ostatni. Kolejne lata to coraz więcej nowych lektur, historii, bohaterów, wrażeń i rozmów o przeczytanych książkach. Czas pierwszych fascynacji określonymi autorami czy gatunkami. Niezapomniana Zapałka na zakręcie Krystyny Siesickiej, Ten obcy Ireny Jurgielewiczowej czy wariactwa Mii z Pamiętnika księżniczki. Oprócz tego wszystkie możliwe serie książek dla nastolatek. Jednak nie zawsze było lekko i przyjemnie. Od czasu do czasu lubiłam przeczytać coś innego niż cała reszta. Kiedy moje koleżanki odkrywały świat wampirów i wilkołaków, ja poznawałam planetę Małego Księcia czy historię opowiedzianą przez Barbarę Rosiek w Pamiętniku Narkomanki. Jak każda nastolatka od czasu do czasu czytałam to co było na topie, książki o których potem rozmawiałam z koleżankami na przerwach. Jednak zawsze starałam się mieć do tego dystans, nie podążać za żadną czytelniczą modą. Brałam do ręki powieść, na którą w danym momencie miałam największą ochotę. Raz był to romans, kiedy indziej ukochana lektura z dzieciństwa, a innym razem powieść z samotnością i cierpieniem w tle. Kiedy miałam dość czytania, po prostu odkładałam dany tytuł na półkę. Bez względu na to czy był to pierwszy czy ostatni tom jakiegoś cyklu. Do większości powieści wracałam, ale są też takie jak np. W pustyni i w puszczy, których nigdy nie przeczytałam do końca. Niektóre historie pamiętam do dziś, a inne wyleciały z głowy kilka miesięcy po przeczytaniu. Do pewnych utworów czytanych w dzieciństwie wróciłam i wiem, że jeszcze nie raz będę wracać, a pozostałych wolę nawet nie próbować odkrywać na nowo, bo wiem, że jestem już innym człowiekiem, a co za tym idzie także czytelnikiem. Czuję, że nie na każdą książkę potrafiłabym spojrzeć i ocenić w taki sposób, w jaki zrobiłam to kilkanaście lat temu. Pewne rzeczy wydałyby mi się infantylne, może nawet głupie? Niech ta niezwykła, trudna do nazwania siła historii pisanych dla najmłodszych pozostanie w słowa zaklęta, nie przedostając się na nowo do świata dorosłych.

Czary mary kto to  Harry… czyli o serii, której miałam nigdy nie przeczytać

Tak, dobrze widzisz Drogi Czytelniku. Przez wiele lat uparcie mówiłam Nigdy nie przeczytam nic o tym Hogwarcie, co to za głupoty jakieś czary i zaklęcia. Jak to mówią: nigdy nie mów nigdy. Pewnego jesiennego dnia pożyczyłam od koleżanki pierwszą cześć przygód młodego czarodzieja. I znów stało się to co kilka lat wcześniej przy okazji wspomnianych Dzieci z Bullerbyn – „zakochałam się” w tej opowieści. Raz się śmiałam, raz złościłam, a nawet płakałam kiedy Harry, zdany tylko na szczęście i swoją odwagę musiał walczyć z Voldemortem. To jedna z niewielu opowieści, które chyba nigdy się nie zestarzeją. Bo każdy chce mieć swoje miejsce na ziemi, bo zawsze marzy się o takich przyjaciołach, jakimi dla Harrego byli Ron i Hermiona.

Wsiąść do pociągu byle jakiego… nie to już nie ten czas czyli o tym jak książki dojrzewały razem ze mną.

Lata mijały, Ania czytała coraz więcej, coraz to innych ciekawszych historii. Uczyła się interpretować poezję, pisać opowiadania i snuć marzenia o wydaniu własnej książki. Aż wreszcie nadszedł kolejny przystanek – liceum. Wraz z nim nowe spojrzenie na literaturę, sugestie koleżanek przeczytaj to czy tamto, bo warto. Nowe, dużo trudniejsze w interpretacji, ale za to ciekawsze w treści lektury oraz pozycje podsuwane przez nauczyciela języka polskiego. Pamiętam jak na jedną z lekcji przyniósł nam Podróże z Herodotem Ryszarda Kapuścińskiego. Potem polecał jeszcze dzieła takich autorów jak Olga Tokarczuk, Leopold Tyrmand, Brunon Schultz czy Fiodor Dostojewski. Część z polecanych tytułów przeczytałam, inne do dziś czekają na półce. Jednak muszę szczerze napisać, że nie od razu „porwałam się z motyką na słońce”. Zanim zaczęłam sięgać po tak zwaną klasykę czy literaturę faktu, miałam w liceum trzy przystanki: pierwszy nazywał się Nora Roberts, drugi Paulo Coelho (zresztą do dziś dzięki jego filozoficznym wstawkom mam bzika na punkcie  wszelkich aforyzmów), a trzeci Nicholas Sparks. Oczywiście pomiędzy nimi były jeszcze inne krótsze, dłuższe bądź trwające nadal literackie fascynacje. To w szkole średniej poznałam np. twórczość Erica Emmannela Schmitta, Cathy Glass czy sióstr Brontë. Próbowałam połknąć kryminalnego bakcyla poznając twórczość Agathy Christie, Harlana Cobena i Stephena Kinga. Niestety, a może stety nie wyszło. Po kilku nieudanych podejściach powiedziałam sobie dość, to widocznie nie mój świat. Udało mi się za to trochę zaprzyjaźnić z fantastyką, po którą od czasu do czasu sięgam. Jednak za swój największy sukces tamtego okresu uważam coś innego. Liceum nauczyło mnie jak wybierać lektury, by potem tych wyborów nie żałować, rozpaliło we mnie czytelniczą iskrę, którą tak jak wspomniałam na początku, miałam w sobie chyba od zawsze.

Przewodnik, a nie generał… czyli o roli polonistów w rozbudzaniu i pielęgnowaniu czytelniczej pasji.

Każdy człowiek niezależnie od tego czy jest przedszkolakiem, uczniem czy dorosłym już studentem potrzebuje kogoś kto wskaże mu właściwą drogę, pokaże miejsca, ścieżki rozwoju jego zainteresowań. Jeśli dziecko wykazuje zainteresowanie literaturą, bo np. w domu dużo mu czytano lub zachęcano, aby samo próbowało poznać nową bajkę, to nauczyciel, który dostaje je pod opiekę nie może tego zlekceważyć. Nie musi od razu podsuwać mu Encyklopedii Powszechnej. Na początek wystarczą wiersze i bajki np. jako nagroda za wzorowe zachowanie w klasie. Edukacja wczesnoszkolna w sferze czytania kojarzy mi się z pełnym zagadek i kolorowanek zeszytem lektur. Wszystkich uczniów obowiązywały zadania związane z książkami z  kanonu, a dla chętnych były także łamigłówki spod szyldu lektury uzupełniającej. Nie wiem czy to rozwiązanie funkcjonuje do dzisiaj, ale ja po latach wspominam je z dużym sentymentem. Bez względu na to z jaką grupą wiekową się pracuje, nie wolno zabić w uczniu pasji do czytania!!! To największy grzech polonisty. Jego największym sukcesem jest natomiast to, że rozbudzi w swoich uczniach pasję do lektury, zainteresuje ich rodzimą literaturą, poezją, zachęci do tworzenia własnej gazety, a może jego postawa na lekcjach sprawi, że uczniowie zapragną stanąć po drugiej stronie i wybiorą studia humanistyczne? Kto wie. Najważniejsze żeby być dla ucznia kimś w rodzaju przewodnika po literackich bezdrożach, żeby pokazać mu to co warto zobaczyć i sprawić, by zaczął kojarzyć czytanie z czymś więcej niż tylko niekiedy naprawdę nudną lekturą. Polonista może czasem natchnąć i powtórzyć za Małym Księciem Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu – czyli odnosząc to do literatury: Liczy się to co ukryte między wierszami. Nie to co przeczyta i zobaczy tam każdy i zawsze, tylko to co w danej chwili w swojej wyobraźni dostrzegasz właśnie Ty.

Czytanie jest jak cichy anioł – dużo daje, a niewiele od nas wymaga.

Aby czytać wystarczą trzy rzeczy:

  • Umiejętności
  • Chęci
  • Skupienie uwagi na danej książce

Co daje nam czytanie książek? Bardzo dużo. Poszerza wiedzę i zasób słownictwa, uczy analizy i interpretacji rzeczywistości, pozwala lepiej zrozumieć pewne problemy, a czasem sprawia, że po prostu o nich zapominamy. Czytanie sprawia, że na chwilę wchodzimy do innego świata, w którym nikt nas nie goni, niczego nam nie każe ani nie zabroni. W tym świecie zawsze jesteśmy bezpieczni, bo to świat stworzony właśnie po to byśmy mogli poczuć się inaczej niż zawsze, może nawet lepiej.

Czytanie uczy dostrzegania tego, czego nie widać na pierwszy rzut oka, zaglądania tam gdzie czasem boimy się wejść. Bo tylko wczucie się w sytuację bohatera pozwala dobrze go zrozumieć. Książki to narzędzie do samorozwoju, trzeba tylko umieć mądrze z niego korzystać.


Anne 18 – dziewczyna, która lubi dobrą książkę, nastrojową muzykę i filmy z duszą. Tematyka jej tekstów to kiedyś tylko literatura, teraz szeroko rozumiana kultura. Prowadzi dwa blogi Książki Warte Przeczytania : http://anne18-recenzentka.blogspot.com/ oraz O muzyce słów kilka : https://wpadajacewuchoani.blogspot.com/. Ania.


Serdecznie dziękuję Ani, że zgodziła się podzielić swoją biografią czytelniczą. Jeśli ktoś z Was ma ochotę na podzielenie się swoim doświadczeniem czytelniczym i chciałby, aby jego tekst został opublikowany na moim blogu, to śmiało napisz do mnie na adres: kontakt@edukacjazpasja.pl