Marzec był dla mnie intensywnym miesiącem. Głównie za sprawą praktyk, które odbywałam w XX LO w Krakowie. Oprócz tego wiele się działo na uczelni – powrót po leniwym lutym był lekkim szkokiem i musiałam trochę przyśpieszyć z pracą magisterską. Choć z tą wciąż nie jest tak, jakbym tego chciała (i mój promotor). Co jeszcze się działo u mnie i czego dzięki temu się nauczyłam w ostatnim miesiącu? Tego dowiesz się, czytając dalej!

Powrót do szkoły

Praktyki sprawiły, że dobre trzy tygodnia marca spędziłam na intensywnej pracy, nie tylko umysłowej, ale również fizycznej. Należę do tych belfrów, którzy nigdy nie zasiadają przed biurkiem, no chyba, że jest to wpisane w scenariusz lekcji i ma to czemuś służyć. O refleksjach po praktykach będę jeszcze pisać w osobnym artykule (jest o czym!), dziś jednak podzielę się kilkoma ważnymi lekcjami, jakich udzieliła mi szkoła.

Wyzwania są po to, by je podejmować.

Pewnie to żadne odkrycie dla niektórych. Dla mnie jednak to zdanie ma szczególne znaczenie, ponieważ szkoła jest miejscem, gdzie niemal na każdym kroku podejmujesz decyzje, czasem masz mało czasu na to, by wszystko przemyśleć i zastanowić się na spokojnie. Jest to pewnego rodzaju wyzwanie. Wzywania w szkole mogą mieć jeszcze inne oblicze. Moje pierwsze wielkie wyzwanie polegało na tym, że mogłam (choć nie musiałam) przeprowadzić dwie lekcje w klasie, której nie widziałam na oczy. Wiem, każdy nauczyciel stoi przed takim wyzwaniem, jeśli ma do czynienia z nową klasą na początku roku szkolnego. Dzięki temu mogłam się w pełni poczuć jak nauczyciel, który jeszcze nie wie, co go czeka. Było warto! Okazało się, że z tą klasą polubiliśmy się najbardziej 🙂

 

Praktyki udzieliły mi jeszcze jednej bardzo cennej życiowej lekcji.

Nie można we wszystkich dziedzinach życia dawać z siebie 100% w tym samym czasie.

To fizycznie niemożliwe. Nie masz na to tyle czasu. Przez praktyki i wzmożony czas na uczelni (nie mieliśmy wolnego na odbycie praktyk) ucierpiał blog i moje zdrowie. Na blogu przez ten czas nie pojawił się ani jeden wpis, zamilkłam też w mediach społecznościowych. Biegając wciąż między czterema miejscami: uczelnią, szkołą, pracą i domem, zdarzało mi się zapomnieć o posiłku, skutkiem czego częściej miewałam migreny. Sytuację jednak udało mi się opanować pod koniec marca i jest już zdecydowanie lepiej.

Technika może zawieść

Moje zmagania z pracą magisterską utrudniło mi nieporozumienie z Excelem. Chciałam mieć uporządkowane wszelkie informacje dotyczące wyników badań, więc wpadłam na genialny pomysł, by wszystko wprowadzać do Excela, bo: czemu nie? Obejrzałam kilka tutoriali, jak radzić sobie w takich sytuacjach, przetestowałam – działało. Spędziłam kilkadziesiąt godzin na wprowadzaniu danych, po czym program ześwirował i żadna z funkcji nie chciała zadziałać… Jak?!

Zamiast siedzieć i ryczeć, postanowiłam policzyć wszystko „na piechotę”. Zajęło mi to kilkanaście godzin… Potem już 3-4 godziny poświęciłam na robienie tabelek i wykresów. Dlaczego nie zrobiłam tak od razu?

W zasadzie z tej historii morał powinien brzmieć:

Analogowe metody bywają lepsze.

Planowanie to nie wszystko!

Pod koniec każdego miesiąca siadam do BulletJournalu i sprawdzam, co udało mi się zrealizować, w jakim momencie jestem z danym projektem, etc. To pozwala mi zaplanować sensownie kolejny miesiąc. Na marzec miałam ambitne plany (a kto takich nie ma?), po czym rzeczywistość szybko je zweryfikowała. Ile udało mi się zrealizować?

NIEWIELE. Górę wzięły priorytety marcowe, czyli praktyki i uczelnia. Nie zrealizowałam tylu fajnych rzeczy związanych z blogiem 🙁 Ale nic straconego. Będzie więcej dobrego z okazji Dnia Dziecka! 😀

Myślę, że planowanie to jeszcze obszar, nad którym powinnam popracować. Być może mam tu problem, bo jestem idealistką i optymistką. Przyda mi się szkoła twardego stąpania po ziemi. Poleci coś ktoś na to? Czytam Panią swojego czasu, ale widocznie to jeszcze za mało.

Warsztaty maturalne

Dzięki warsztatom maturalnym prowadzonym przez Koło Naukowej Metodyki Polonistycznej UJ, którego jestem członkinią mogłam się dowiedzieć:

  • czego brakuje na zajęciach z języka polskiego,
  • co oglądają i czytają dzisiejsi licealiści

W wielu szkołach teksty ikoniczne analizuje się dwa razy w ciągu trzech lat, filmu w ogóle się nie analizuje, tylko ogląda się czasem podczas omawiania lektury lub zamiast czytania jej…

Przekonałam się również, że zupełnie inaczej się pracuje z osobami, które dobrowolnie przychodzą się czegoś dowiedzieć. Przyjemna praca.

 

A czego Ty się nauczyłeś w marcu? Podziel się w komentarzu!