Dokładnie 23 marca udostępniłam światu to miejsce. Zanim jednak opublikowałam bloga, przez kilka tygodni zastanawiałam się nad misją, planowałam treści oraz zaprzyjaźniałam się z Wordpessem. Początkowe efekty nie zadowalały mnie, więc wciąż pracowałam, szukałam informacji w Sieci, jak coś poprawić, jak coś zmienić itd. W końcu doszłam do wniosku, że bez względu na to, jak daleko mojemu blogu do ideału, muszę go opublikować, bo inaczej będę tę decyzję przeciągać w nieskończoność.

Tym wpisem chcę się z Tobą podzielić moim refleksjami związanymi z początkiem blogowania oraz pokazać, czego się nauczyłam podczas tych 6 miesięcy. W szkole patrzymy przede wszystkim na wyniki, a więc oceny – nimi też mogę się podzielić z Tobą, dobrze jednak wiemy, że zarówno w edukacji, jak i w życiu – wyniki to nie wszystko.

Dlaczego blog?

Pół roku to dużo i tylko od nas zależy, jak wykorzystamy ten czas. Ja ponad 6 miesięcy temu postanowiłam, że założę bloga związanego z edukacją, ponieważ czułam, że się nie realizuję. Co prawda studiowałam (nadal studiuję) kierunek, który umożliwi mi pracę w szkole, no ale właśnie – jeszcze nie pracowałam w szkole, miałam za sobą tylko praktyki. Po doświadczeniach związanych z praktykami utwierdziłam się w przekonaniu, że to jest to, co chcę robić w życiu. Niestety, studiując jeszcze, nie posiadając tytułu magistra, dużo trudniej dostać posadę w szkole, zwłaszcza jeśli chce się uczyć języka polskiego. W związku z tym, że od dawna czytam blogi, piszę dla różnych portali artykuły o tematyce kulturalno-społecznej, zapragnęłam stworzyć własne miejsce. Miejsce, w którym to ja będę ustalać reguły, gdzie będę mogła bez skrępowania dzielić się i swoją wiedzą, i refleksjami.

Chciałam stworzyć miejsce, które będzie odzwierciedlać moje spojrzenie na edukację. Miejsce, które będzie przyjazne nie tylko dla nauczycieli, ale przede wszystkim dla uczniów oraz rodziców, którzy mają wpływ na proces uczenia się. Wiele osób mówiło mi, że to nie ma sensu, że „zbyt duża liczba odbiorców”, „zbyt szerokie grono odbiorców”, etc. Miałam chwile zwątpienia, ale równocześnie wiedziałam, że gdy coś zmienię w swojej wizji bloga, to on przestanie mieć rację bytu.

czego się nauczyłam

Przygotowanie

Dużo czytałam, nie tylko blogi eksperckie, ale również książki o tym, w jaki sposób blogować, jak tworzyć treści, o co zadbać w pierwszej kolejności. Dzięki tej wiedzy mogłabym dojść naprawdę daleko, ale …

Uświadomiłam sobie dlaczego chcę to robić, jaki jest mój cel i postanowiłam o ten cel zawalczyć, mimo że w wielu przypadkach złamałam „złote zasady blogowania”.

Nie oszukujmy się, od jakiegoś czasu blogowanie stawało się zawodem, którym rządzą pewne prawa. Jeśli chcesz profesjonalnie blogować, to należałoby się trzymać tych zasad, zwłaszcza że wielu znanych blogerów je stosuje (a wiec skutkują).

Musiałam najpierw się przełamać, przestać myśleć w schematyczny sposób. Przeanalizować swoją sytuację, wyznaczone cele, misję. Do mnie złote zasady nie pasują. Albo będę robić to po swojemu, albo wcale. Kiedy postanowiłam zacząć to robić po swojemu, nagle coś ruszyło. Dotarłam do wyjątkowej osoby, która dodała mi pewności siebie i powiedziała, że dobrze to robię. Oczywiście, że ją znasz, to Anioł – Aniela TekielaAniela ma nietypowe podejście do edukacji i z niczego potrafi zrobić coś naprawdę świetnego, czego przykładem są jej pomocne dydaktyczne. Zazdroszczę jej uczniom! Aniela była moim pomocnym duszkiem, który tchnął we mnie pozytywną energię, dzięki niej przestałam się bać pisać po swojemu.

Nie wszystkie mądrości odnajdziemy w książkach!

Wiedza, jaką zdobyłam dzięki książkom, jest pomocna, jednak decyzję o tym, czy skorzystam ze wszystkich rad musiałam podjąć samodzielnie. Nie wszystko co przeczytamy w książkach, sprawdzi się u nas. To samo tyczy się rad koleżanek i ekspertów. Czasem trzeba postawić na swoim i robić wbrew regułom, jeśli czujesz, że to może poskutkować.

Ociągałam się z newsletterem. Wmawiałam sobie, że jak będę mieć 250 czytelników, to wtedy uruchomię, potem pojawiało się nagle 500, a obecnie mój blog miesięcznie odwiedza ponad 1300 UU. Wiem, że dla niektórych to maleńkie liczby. Pisałam już do pewnej blogerki, by mogła się podzielić swoją tajemną wiedzą na temat prowadzenia newslettera, bo jej jest bardzo dopracowany i przyjemnie się czyta wiadomości od niej. Paula oczywiście odpowiedziała na wszystkie moje pytania, poleciła mi wartościowe artykuły. Byłam jej ogromnie wdzięczna. Zaplanowałam nawet swoje działania, wiesz – małe kroczki, które przybliżą mnie do celu, jakim jest regularne wysyłanie wiadomości do moich Czytelników. I …

Nic. Po prostu nic. Mimo zaplanowanych działań, zaniechałam uruchomienie newslettera, bo jeszcze tego nie czuję. Nie czuję, że to właściwy krok. Może za jakiś czas uznam, że jestem gotowa – wtedy z pewnością poprowadzę to należycie. Podobnie postąpiłam, gdy zostałam zaproszona na konferencję WroBlog. Uwierz, miałam kupione bilety do Wrocławia i kilka godzin przed odjazdem anulowałam je. Uznałam, że nie pasuję do tego świata.

Błędy, jakie popełniłam

Błędów nie dało się uniknąć. Jednym największym moim błędem było narzucenie sobie systematycznej publikacji tekstów. Zbyt częstej jak na moje możliwości. Przez jakiś czas udawało mi się publikować dwa razy w tygodniu teksty, które kosztowały mnie sporo czasu i energii. Nie wybaczyłabym sobie słabego tekstu, dlatego wolałam czasem nie pokazywać światu tego, co napisałam, niż zgodzić się na to, byś czytał gniota.

Potem pojawiała się dwutygodniowa przerwa – taka zupełnie naturalna, spowodowana nawałem obowiązków, przemęczeniem. Ale dzięki niej powrót do okna Wordpessa był magiczny. Pamiętam doskonale to uczucie, jakie towarzyszyło mi przy pisaniu pierwszego tekstu po przerwie – radość i ekscytacja. Mogłam oczywiście mieć rezerwowe teksty… Wciąż się uczę pisać „na zapas”, ale najwyraźniej to nie dla mnie. Mam cichą nadzieję, że się mylę i że uda mi się zmienić to podejście.

Popełniłam pewnie masę błędów przy „promocji” bloga, np. sporadyczne dodawanie zdjęć na Instagramie, prowadzenie półmartwego konta na Twitterze, etc.

Muszę się nauczyć żyć w Sieci.

Zdecydowanie wolę życie offline i czasem brakuje mi czasu na aktualizację mediów społecznościowych. Jeśli ktoś ma jakiś pomysł, jak się z tym zaprzyjaźnić, to proszę – napisz mi o tym!

czego-sie-nauczylam

Czego się nauczyłam dzięki blogowaniu?

Mogłabym podsumować to jednym zdaniem: robienia publicznie rzeczy po swojemu. Nauczyłam się też: w miarę systematycznej pracy, poprawiłam swój warsztat pisarski, zdobyłam wiedzę niekoniecznie blogową od innych blogerów, z którymi miałam przyjemność współpracować bądź tylko rozmawiać. Nauczyłam się obsługiwać WordPressa! 😀

A Ty czego się nauczyłeś przez ostatnie 6 miesięcy, dzięki jednej decyzji, jaką podjąłeś jakiś czas temu?