Maj, jak jego nazwa – okazał się krótki. A przynajmniej ja mam takie poczucie, być może jest ono związane z tym, że już w poprzednim miesiącu mocno dało się odczuć zbliżającą się sesję (dla mnie ostatnią na tych studiach). A czego się nauczyłam w maju, pomijając całą wiedzę do egzaminów?


Jeśli jesteś pierwszy na moim blogu, to przeczytaj koniecznie artykuł rozpoczynający ten cykl „Czego się nauczyłam w…”.


W maju udało mi się zrealizować dwa cele wymagające systematycznej pracy: powtórzenie materiału z języka włoskiego oraz chodzenie na siłownię trzy razy w tygodniu. O powodzeniu zadecydował jeden ważny czynnik:

znalazłam aktywności, które są dla mnie odpowiednie.

Tyczy się to zarówno nauki języka włoskiego, jak i chodzenia na siłownię. O siłowni może nie będę się rozwodzić, bo w sumie nie ma nad czym. Bardziej przydatne mogą się okazać dla Ciebie moje sposoby na naukę języków obcych.

Idealny sposób na naukę języka obcego

Jeśli kiedyś przeglądałeś/ałaś mojego Instagrama, to dobrze wiesz, że prowadzę BulletJounral, który ułatwia mi ogarnianie rzeczywistości. W tym zeszycie mam specjalną stronę poświęconą „dobrym nawykom”, czyli rzeczom, które mają się stać nawykami, a więc czynnościami, które wykonuję automatycznie, bez zastanawiania się, czy powinnam to robić, jak np. ścielenie łóżka, czy mycie zębów. Po co mi taka strona w zeszycie? Aby codziennie wieczorem sprawdzać, co udało mi się zrobić i jak w skali miesiąca wygląda wprowadzenie nawyków. Wśród takich czynności znalazła się nauka języka włoskiego. Po wielu testach, próbach i rozczarowaniach, w końcu znalazłam idealny (dla mnie) sposób nauki!

Uznałam, że lepiej robić małego coś systematycznie i męczyć się mniej, więc codziennie staram się, aby moja nauka włoskiego obejmowała trzy krótkie fazy: nauka z aplikacją (moja ulubiona to Memrise), sesja z książką oraz sesja z kulturą. Na pierwszy rzut oka, może się to wydawać dużo, ale zobacz, co dokładnie dla mnie oznaczają poszczególne etapy.

Praca z aplikacją jest raczej dla mnie rozrywką. Zresztą chyba o to chodziło twórcom Memrise. Moja sesja trwa około 10-15 minut i lubię właśnie tak spędzać chwile przy śniadaniu. Mój narzeczony w tym czasie ogląda albo „Muminki” (tak!), albo program w stylu „Zamieńmy się żonami”, ale wymianie ulegają dzieciaki. Nie, nie ogląda tego po polsku. W ten sposób oswaja się z norweskim.

W trakcie dnia znajduję również 5 min na to, żeby zrobić przynajmniej jedno zadanie z gramatyki (sesja z książką), oczywiście w 90% przypadków nie kończy się na jednym zadaniu. Stawiam sobie tak mały cel, jakim jest jedno zadanie, ponieważ chodzi mi o wyrobienie nawyku otwierania książki, nie o codzienne uczenie się nowego zagadnienia.

Sesja z kulturą oznacza dla mnie czas z podcastem, filmem na YT, filmem fabularnym, piosenką, etc. Nie zawsze mam czas na obejrzenie odcinka serialu czy filmu, stąd wystarczy mi na przykład pięciominutowy materiał wideo na YouTube czy odsłuchanie kilku włoskich piosenek. Ważne! Nie staram się zrozumieć wszystko, chcę się oswoić z językiem, więc słucham dla samej przyjemności.

Taki plan nauki obowiązuje mnie do końca sierpnia, ponieważ od września planuję rozpocząć uczenie się w małej grupie. Mam nadzieję, że tam nie spotka mnie rozczarowanie.

Obserwowanie nawyków

Znów nawyki! Okazało się również, że dwie rzeczy weszły mi krew, w związku z czym mogłam je wykreślić z czerwcowej strony”dobrych nawyków”. A co takiego stało się moim nawykiem? Picie rumianku do śniadania. Nad tą rutyną pracowałam kilka miesięcy. Teraz nie wyobrażam sobie, by nie zacząć dnia od rumianku.

Drugą rzecz trudną nazwać nawykiem, ponieważ było to raczej unikanie czegoś, niż codzienne powtarzanie jakiejś czynności. W maju nie wypiłam ani jednej kawy! Uwielbiam kawę i bardzo chciałabym móc ją pić częściej niż kilka razy w miesiącu, ale cóż – zdrowie jest ważniejsze. Przy okazji, dzięki tak rzadkiemu sięganiu po kawę, jej picie staje się pewnego rodzaju świętem i mam z tym związany również rytuał.

Blog Conference Poznań

Musiałam umieścić w tym wpisie również wydarzenie, które miało miejsce w ostatni weekend maja. W końcu się wybrałam na pierwsze spotkanie dla blogerów! Było to bardzo inspirujące wydarzenie i niezwykle cenne dla mnie z kilku względów.

Przekonałam się, że blogerzy to moje stado

Bałam się tego spotkania, ponieważ jeszcze do końca maja nie czułam, że w pełni należę do tego środowiska. Okazało się jednak, że moje obawy były bezpodstawne. Poznałam nie tylko nowe twarze, ale również miałam szansę porozmawiać z twórcami, których sama czytam lub oglądam.

Dowiedziałam się wielu rzeczy na temat blogowania.

Mogłam zgłębić swoją wiedzę dzięki prelekcjom, panelom oraz warsztatom, w których uczestniczyłam oraz innym blogerom, z którymi rozmawiałam.

Gdyby nie ten wyjazd, możliwe, że nigdy bym się nie dowiedziała, jakim pięknym miastem jest Poznań. Na pewno tam wrócę!

A Ty, czego się nauczyłeś w maju?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to koniecznie podziel się  nim z innymi!