Lipiec był dla mnie bardzo intensywnym miesiącem, wypełnionym: ciągłym przemieszczaniem się między różnymi miastami Polski; wynoszeniem książek do piwnicy i świętowaniem. Ostatnie tygodnie uświadomiły mi również kilka ważnych rzeczy. Jeśli jesteście ciekawi jakich, to zapraszam do lektury!

Projekty uzależnione od innych

Po raz kolejny przekonałam się, że zawsze należy być elastycznym, jeśli chodzi o plany. Zwłaszcza, gdy one w jakimś stopniu zależą one od innych. Uświadomiłam to sobie po raz pierwszy w zeszłym miesiącu w związku z pracą magisterską. Jeśli nie wiesz o co chodzi, to zapraszam do lektury tego wpisu. Tym razem rzecz dotyczyła czegoś równie wielkiego – mieszkania. Jeśli śledzicie mojego Facebooka lub Instagrama, to wiecie, że wyprowadziłam się pięknego Krakowa do stolicy.

Idealny plan zakładał, że w połowie lipca będziemy już w nowym lokum. Tymczasem w ostatni weekend lipca dopiero mogliśmy się wyprowadzić, przewieźć rzeczy do Warszawy i zostawić je na poddaszu mieszkania. Faktyczne wprowadzenie się do mieszkania będzie miało miejsce po naszym powrocie z Rzymu, czyli po 7 sierpnia. Dlaczego doszło do takiej obsuwy terminu? Ponieważ lokatorzy wyprowadzili się dopiero 28 lipca. A my nie mieliśmy czasu, aby odświeżyć mieszkanie. Także to wydarzenie po raz kolejny uświadomiło mi, że

powinnam być elastyczna w stosunku do moich planów.

Brak wolnych weekendów

Lipiec był miesiącem wielkich dla mnie wydarzeń. 7 lipca wzięliśmy ślub, dzień później świętowaliśmy w gronie mojej rodziny, tydzień później w innym miejscu, z kompletnie innymi ludźmi cieszyliśmy z tego samego powodu. 23 lipca z kolei moi rodzice zrobili kameralne przyjęcie z okazji ich 25-ej rocznicy ślubu, a ostatni weekend spędziliśmy na pakowaniu się i podróży do Warszawy. Taki intensywny miesiąc pokazał mi, że

w ciągu miesiąca potrzebuję przynajmniej jednego weekendu dla siebie, bym mogła go spędzić po swojemu, tak jak lubię, jak chcę.

Ludzie z pasją

Brak wolnego weekendu trochę mnie przygnębił, na szczęście znalazłam „pocieszenie” w YouTubie. Jak wiecie piszę pracę magisterką na temat twórczego wykorzystania serwisu YouTube w edukacji polonistycznej, stąd spędzam w tym medium trochę czasu. Dzięki jednemu kanałowi, mogłam poznać podcast, który jest prowadzony przez Davida Dobrika i jego dwukrotnie starszego kolegę – Jasona Nasha. Podczas audycji szczerze rozmawiają o tym, co jest dla nich ważne, dbając przy tym, by odbiorca mógł się rozchmurzyć. Są w końcu komikami. 😉 Pierwszego odcinka podcastu słuchałam w pociągu i dzięki tej audycji wpadałam na kilka ciekawych pomysłów, które chciałabym wykorzystać w edukacji. Ponadto ćwiczę swój angielski, ponieważ zarówno filmy, jak i podcast są prowadzone w tymże języku.

Dzięki temu podcastowi uzmysłowiłam sobie, że

ludzie z pasją nakręcają mnie do działania. Chcę też tak oddziaływać na moich uczniów.

Nic chyba bardziej nie inspiruje jak ludzie, którzy dzięki realizacji swojej pasji spełniają się, są szczęśliwi i pozytywnie wpływają na innych poprzez swoje działania. Kiedy obserwuję takich ludzi, to wpadam na „genialne” pomysły pod tytułem „Wiem, jak to wykorzystam w szkole!”

Wiem też już pod jakim hasłem minie mi rok 2018. Jeszcze w czerwcu wydawało mi się, że przecież kolejny rok, jak i następna lata mogą być poświęcone jednej rzeczy – rozwojowi. Bo pod hasłem „ROZWÓJ” upływa mi ten rok. W lipcu jednak zdałam sobie sprawę, że bardzo dużo zrobiłam dla swojego rozwoju, nadal chcę robić te rzeczy. Jednak powinnam się również skoncentrować na jeszcze jednej dziedzinie życia, którą jest pasja. Nauczanie jest oczywiście moją pasją, ale chciałabym również zarezerwować czas na zgłębianie innych moich zainteresowań, w nich się również rozwijać i czerpać z tego przyjemność. Nawet zrobiłam już mapę myśli, tego, czemu chcę się poświęcić w 2018 roku. Na pewno w grudniu na blogu poczytacie o tym, a z nowym rokiem cykl „Czego się nauczyłam w …” zamieni się w nową serię. Szukam jeszcze dla niej idealnej nazwy, ale już wiem mniej więcej, jak będzie wyglądać.

Wiem, że dla niektórych z Was podchodzę do rzeczy trochę dziwnie, bo przecież mogę już teraz zacząć to wszystko robić. Tak, mogę wszystko robić, ale wtedy to wszystko będzie byle jakie. A ja tego staram się unikać jak ognia. Jesienią na blogu ruszy nowy projekt. Dla mnie to ogromne przedsięwzięcie, którego się trochę boję. Ten projekt wymaga ode mnie ogromnej uwagi, zaangażowania i czasu. Czasu przede wszystkim, bo to wyzwanie, do którego muszę się przygotować i wiele nauczyć po drodze. Stąd w najbliższych miesiącach moja uwaga będzie skupiona na projekcie, którego trzymam jeszcze w tajemnicy. Wkrótce uchylę Wam rąbka tajemnicy. 🙂

A czego Wy nauczyliście się lub dowiedzieliście się o sobie w lipcu? Koniecznie podzielcie się tym w komentarzu!