Jest takie miejsce w sieci, które wypełnia miłość do literatury i do dzieci. W rzeczywistości ta miłość okazuje się jeszcze większa i przynosi duże, smacznego owoce nie tylko tej, co darzy tym uczuciem, ale przede wszystkim tym, co je otrzymują.

Mowa tu o Bajkoczytajce – inicjatywie stworzonej przez Klaudię Piróg, absolwentkę krytyki literackiej UJ, założycielkę portalu Strona Tytułowa, inicjatorkę Polskiej Biblioteki w Leuven. Z Klaudią znam się od kilku lat i cenię jej pracę na rzecz kultury oraz szerzenia czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży. Zadałam jej kilka pytań dotyczących propagowania czytelnictwa i łączenia go z terapią oraz procesem uczenia się.

Traktuję Cię jak nauczyciela, więc muszę zapytać kim jest nauczyciel?

Kim jest, czy kim powinien być? Zazwyczaj jest kimś, kogo chce się jak najszybciej zapomnieć.

Powinien byś drogowskazem, kierującym młodego człowieka w najlepszym dla niego kierunku, ale nie pchającym go, czy zmuszającym. Kimś kto poprzez swój wpływ na dziecko pomaga mu zrozumieć, jak wygląda świat i jak dziecko widzi swoją rolę w tym świecie.

Pięknie powiedziane, skąd w takim razie pomysł na Bajkoczytajkę?

Z przerażeniem stwierdzam, że wyniki czytelnictwa są z roku na rok coraz gorsze. Postanowiłam, więc połączyć moją miłość do dzieci i miłość do literatury, i stworzyć miejsce, w którym dzieci będą mogły uczyć się szacunku i miłości do książek.

W jakim stopniu studia były Ci pomocne, na ile inspirujące i w jakim stopniu wpłynęły na Twój warsztat bajkoterapeuty?

Studia jako studia nie wpłynęły znacząco na to, co robię. Dały mi jednak niesamowite poczucie niezależności, kreatywności i wiarę we własne pomysły. Nie twierdzę, że studia niczego mnie nie nauczyły, ale studia to nie szkoła zawodowa. Dopiero na czwartym roku studiów zrozumiałam, co chcę w życiu robić. I tak powstała Bajkoczytajka.

Skąd czerpiesz pomysły na ciekawe zajęcia?

Z głowy, z książek, z filmów i seriali, z bajek, z muzyki, z czasopism, z portali internetowych, z grup społecznościowych, z inspiracji dziećmi i poprzednimi zajęciami, z rozmów z fachowcami….

Tych miejsc jest naprawdę mnóstwo, zatem zainspirować można się wszędzie! Co jest najtrudniejsze w Twoim zawodzie?

Sprostanie własnym oczekiwaniom w stosunku do siebie samej.

To myślenie nastawione na samorozwój, skoro już wiemy, czego oczekujesz od siebie samej, to czego oczekujesz od rodzica, współpracując z nim?

Pełnego wsparcia i zrozumienia, że są procesy, których nie da się ot tak załatwić. Przychodzą do mnie w Belgii rodzice i proszą, bym nauczyła dziecko mówić po polsku, bo babcia przyjeżdża za tydzień i nie dogada się z wnukiem. Nie da się tak, jak dziecko mieszka w obcym kraju, rozmawia z rodzicami w obcym języku to nigdy nie będzie mówiło w języku polskim. To tylko decyzja rodzica, czy chce krzewić w dziecku poczucie polskości, a przecież to nie tylko kwestia języka. Choć wszystko zaczyna się właśnie od języka.

Podobnie w procesie terapeutycznym bajkami. Nie ma możliwości żeby dziecko zmieniło swój stosunek, pozbyło się lęku czy strachu podczas jednej sesji. Tego nie można oczekiwać przede wszystkim od dziecka. Niekiedy potrzeba godzin, by dotrzeć do dziecka i znaleźć najlepszy sposób pomocy mu z jego lękami.

Procesy, o których mówisz są długie i skomplikowane, jakim w takim razie sukcesem zawodowym zechciałabyś się podzielić?

Każdy dzień, każda nowo przyswojona literka, każdy raz, gdy dwujęzyczne dziecko przeczyta poprawnie słowo „ławka” (co dla dzieci flamandzkojęzycznych nie jest proste) jest dla mnie największym sukcesem.

Pewnie takich sukcesów masz za sobą mnóstwo! Życzę, aby było ich jeszcze więcej. To, o czym piszesz przypomina mi pracę nauczyciela wczesnoszkolnego, więc zadam Ci pytanie o to, co byś zmieniła w polskiej szkole?

Chciałabym, żeby sensowna komisja zmieniła kanon lektur.

Czytelnictwo w Polsce jest na tragicznie niskim poziomie, bo zmusza się dzieci i młodzież do czytania tekstów, które ich nie interesują. Zniechęca to potencjalnych czytelników do poszukiwania tytułów dla siebie, a czytanie kojarzy się z obowiązkiem i wkuwaniem na pamięć całych wierszy tekstów, których młodzież nawet nie rozumie.

Wielu nauczycieli widzi ten problem, niektórzy próbują podtykać uczniom tytuły, które mogą ich zainteresować, nie zawsze jednak jest na to czas. A czego życzyłabyś swoim uczniom?

Wytrwałości, bo nic nie przychodzi za darmo.

To prawda, wytrwałość jest bardzo przydatna, zwłaszcza w procesie uczenia się, zdobywania nowych umiejętności. A jak wspominasz swoich belfrów z czasów młodości?

Różnie. Trafiłam na kilku naprawdę wspaniałych nauczycieli, którzy zarażali mnie swoją pasją. Większość to jednak ludzie, którzy nie powinni mieć kontaktu z młodym człowiekiem, który dopiero wszystkiego się uczy. Łatwo skrzywdzić takiego człowieka, z niektórymi rzeczami nie mogę do dzisiaj sobie poradzić.

To brzmi trochę przerażająco, ale jednocześnie uświadamia, że nauczycielem nie może być każdy, gdyż to zbyt odpowiedzialny zawód. Życzę w takim razie wytrwałości i dalszego serce do tego, co robisz i dziękuję za poświęcony czas.

Dziękuję również.

Jeśli lubisz czytać wywiady, to zachęcam do zajrzenia do zakładki Dlaczego zostałem belfrem – znajdziesz tu inne rozmowy z inspirującymi nauczycielami. A jeśli sam jesteś belfrem, który kocha to, co robi – napisz do mnie! Chętnie z Tobą porozmawiam. Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to koniecznie podziel się nim z innymi.

Ściskam mocno

Samanta