Jak dogadać się w szkole, kiedy wciąż słyszymy o tym, że ponosimy porażki?

Temat porażek jest obecny w szkole chyba od samego początku istnienia tejże instytucji. Ciągle się mówi o porażce ucznia, porażce nauczyciela czy porażce rodzica. Każda z tych jednostek doświadcza niepowodzeń na innym polu, które zakrawa o teren szkoły. Uczeń dostał jedynkę – to obecnie częściej wina=porażka nauczyciela, a nie ucznia, który się nie nauczył. Dziecko zachowuje się nieodpowiednio w szkole – porażka nauczyciela, który nie potrafi utrzymać dyscypliny w klasie. Czasem zachowanie ucznia przenosi się na rodzica, który nie potrafi wychować swego dziecka. I tak wokoło.

Nie wydaje mi się, żeby któraś ze stron miała rację. Często zamiast skupić się na realnym problemie, zainteresowani przerzucają odpowiedzialność na drugą stronę, wytykając przy okazji brak kompetencji czy kultury osobistej. Istna szopka. A wystarczy  p o r o z m a w i a ć.

W XXI wieku dialog został zepchnięty na margines, ponieważ każda jednostka czuje, że ma rację a rację tę należy wykrzyczeć. I cóż się dziwić, przecież żyjemy w krzyczącej kulturze, gdzie im wyraźniejszy człowiek, idący na przekór tłumom, wygłaszający kontrowersyjne poglądy i głośno krzyczący – tym „uważniej” jest słuchany i z pewnością jego racja jest racją właściwą. Bzdura. Krzyk oznacza bezradność. Jeśli w mediach ktoś krzyczy, to znaczy że nie sam nie wie, co ma sobą zaprezentować, sam nie wie, dzięki jakiej swojej umiejętności może zostać postrzeżony przez innych. W tym wypadku krzyk jest pewną metaforą bycia w centrum, ale z pewnością się tego domyśliłeś/łaś.

Kiedy rodzic/nauczyciel podnosi głos na dziecko jest na straconej pozycji. Przegrał. Dał się sprowokować, dał górę emocjom. Krzyk nie jest formą dialogu, nie prowadzi do porozumienia. Krzyk krzywdzi.

Z ranionym człowiekiem trudniej w przyszłości się porozumieć. Skrzywdzonemu człowiekowi dużo trudniej odnaleźć się w życiu. Tak, wiem – każdy został skrzywdzony przynajmniej parędziesiąt razy. Ale mnie chodzi o regularne krzywdzenie, czasem nieświadome albo co gorsza – świadome. Krzykiem nie da się wychować szczęśliwego człowieka, który będzie mieć pewność siebie. Krzyk jest przemocą. Czasem nawet wystarczy raz nakrzyczeć na wrażliwą jednostkę, by odbiło się to na jej samoocenie.

Po tytule wpisu zdawać by się mogło, że będzie to tekst poświęcony poszczególnym krokom „dogadywania się” w szkole czy np. przedstawię typowe sytuacje i możliwe rozwiązania. Niestety, albo i stety.  W szkole można się dogadać dzięki jednej rzeczy. Jest nią empatia. Może brzmi to dziwnie, ale dopóki nie postarasz się wczuć w czyjąś sytuację i nie uświadomisz sobie, że przed sobą masz człowieka, który także potrzebuje tego, co Ty: jedzenia, spania, odpoczynku; który ma swoje problemy (jeśli ktoś ma 11 lat wcale nie oznacza, że nie ma problemów! Każdy ma, na miarę swojego wieku i doświadczenia), oczekiwania, marzenia. Nie wolno o tym zapominać nawet wtedy, gdy pojawiają się silne emocje, zwykle negatywne.

Bycie empatycznym jest niezwykle trudnym wyzwaniem nie tylko na nauczyciela, który dziennie spotyka się z duża grupą ludzi, podobnych do niego, ale mających jednocześnie zupełnie inne potrzeby i oczekiwania. Bycie empatycznym jest niezwykle trudnym wyzwaniem dla rodzica, który kocha ponad wszystko dziecko a musi porozmawiać  z nauczycielem (który również jest człowiekiem) na temat niesprawiedliwego ocenia. Bycie empatycznym potrzebne jest w każdej przestrzeni, gdzie pojawia się człowiek.

Empatia jest najważniejsza, jak potrafcie być empatycznym człowiekiem, to polecam lekturę „Porozumienia bez przemocy” Marshalla B. Rosenberga, abyście mogli lepiej porozumieć się z innymi, niezależnie od sytuacji, nie używając krzyku.

Jeśli tekst Ci się spodobał, uważasz go za wartościowy – podziel się nim z innymi.