Temat korepetycji stał się w ostatnich miesiącach dość modny i to z kilku powodów. Jednym z nich było rozpętanie burzy na kilku portalach artykułami dotyczącymi tego, że „nauczyciele po godzinach pracy dorabiają nielegalnie”, co oczywiście wzburzyło część społeczeństwa i pociągnęło za sobą falę różnorakich wypowiedzi, zbliżonych do tej: „to pogarsza stan edukacji w Polsce”. Oczywiście, opinii można by mnożyć, a tego, kto ma rację raczej się nie dowiemy. Jedno jest pewne – korepetycje są coraz bardziej popularne i coraz więcej osób poszukuje korepetytora.

Wpisuję w wyszukiwarce hasło „korepetycje”. Wyświetla się 4 240 000 wyników. Przerażająco dużo. Oczywiście część z nich odsyła do artykułów, inne do konkretnych ogłoszeń, jeszcze inne do wyszukiwarek lub serwisów, które zajmują się tylko korepetycjami. Zainteresowanie tematem jest ogromne. Kiedy czytam w sieci artykuły na temat zarobków nauczycieli robi mi się smutno, a kiedy przechodzę do sekcji komentarzy  – zaczynam  żałować, że w ogóle weszłam na tę stronę. A przecież nie tylko nauczyciele sobie dorabiają i nie tylko oni udzielają korepetycji! Znakomicie ugryzł ten temat Narwany we wpisie Korepetycje to nie wolontariatJeśli jesteś rodzicem poszukującym korepetycji dla swojej pociechy – polecam lekturę Narwanego.

Nagonka na nauczycieli

Kiedy pojawia się temat pieniędzy, nauczyciele zostają zgnojeni. Wytyka im się: 18-sto godzinny tydzień pracy, dwumiesięczny płatny urlop, mnóstwo wolnego czasu i arogancję. Przykład niżej.

Ja nie wybrałam tego zawodu ze względu na: zarobki, płatne wakacje czy inne luksusy, o których piszą ci, co nie mają pojęcia o tym, jak wygląda praca nauczyciela od tej drugiej strony. Wybrałam bycie nauczycielem, ponieważ mam poczucie misji. Bardzo poważnie podchodzę do tego, co robię. Lubię pracować z młodzieżą, odkrywać przed nią nieznane dotąd rejony kultury, literatury czy języka. Uwielbiam przy tym poszukiwać, sprawdzać nowe metody, poszerzać swą wiedzę. I bardzo mnie boli, kiedy słyszę czy czytam, że „nauczyciele to darmozjady”.

Powtarzano mi, by się nie przejmować i robić swoje. Jasne, łatwo powiedzieć, ale sam nie siedzisz milcząco, gdy obrażają kogoś, kogo kochasz. Zawsze bronisz swojego. Więc dlaczego ja mam milczeć i udawać, że całej tej nagonki na nauczycieli nie widzę? Czy moja bierna postawa coś zmieni? Przestanę się denerwować, bo nie będę uczestniczyć w bezsensownej dyskusji? Oczywiście, moje zdanie nic nie zmieni, świat dalej będzie taki, jaki jest, a ludzie dalej będą nienawidzić nauczycieli. Dlaczego?

Przemiany kulturowe

Wertując sieć, natknęłam się na kilka wypowiedzi osób, dla których korepetycje są czymś niezrozumiałym, bo „za ich czasów tego nie było”.

– Korepetytor? To znak, że szkoła nie uczy.

Czy na pewno? Czy to tylko wina szkoły jako instytucji, czy wina konkretnego nauczyciela? Czy może cały system szwankuje, skoro dziecko musi dodatkowo pobierać lekcje z danego przedmiotu bądź nawet z kilku?

Zanim odpowiesz sobie na to pytanie, zastanów się: czy Twoje dziecko tak chętnie chodzi do szkoły, jak Ty do niej chodziłeś albo Twoi rodzice? Czy docenia ten fakt, że MOŻE się kształcić? Dla niego jest to obowiązek, w dodatku często taki obowiązek, który utrudnia mu realizowanie swoich zainteresowań czy uzdolnień. Tu dopiero się pojawia problem instytucji. Szkoła powinna wspierać ucznia w jego zainteresowaniach oraz zdolnościach, powinna pozwolić uczniowi rozwijać swój talent, bo dzięki temu młody człowiek ma poczucie sensu tego, co robi; ma też więcej chęci do rozwijania innych umiejętności oraz poziom jego pewności siebie wzrasta.

To, że szkoła obecnie nie spełnia oczekiwań i wymogów uczniów, rodziców oraz nauczycieli – wszyscy wiemy. Sami widzimy mankamenty i jestem w stanie rozprawiać nad tym, gdzie przydałaby się korekta. Jeśli rodzic widzi, że jego dziecko nie radzi sobie z jakimś przedmiotem – chce mu zapewnić dodatkowe zajęcia, dzięki którym jego pociecha zrozumie materiał, poprawi oceny. A nic nie daje takiej pewności, jak odpowiednia suma, wydana oczywiście na korepetycje. Bo to, że wydamy pieniądze daje nam gwarancję sukcesu, w myśl – aby odnieść sukces, trzeba najpierw zainwestować.

korepetytor

Kiedy korepetycje są potrzebne?

Kiedy:

-Nauczycielka uwzięła się na mojego syna.

– Nauczyciel jest niekompetentny.

– Nie mam czasu na przypilnowanie dziecka, by odrabiało zadania domowe.

– Moje dziecko nie ma talentu do nauki.

To tylko część zdań, jakie pada z ust rodziców. Z moich obserwacji wynika jednak, że największą zmorą, którą trudno spostrzec jest: brak motywacji do nauki. Może on wynikać z wielu rzeczy:

*nieodpowiednio dobranych metod nauczania,

*złej atmosfery w klasie, np. uczniowie się nie dogadują, to może się nawet przyczynić do ogólnej niechęci do szkoły,

*nieprawidłowo skonstruowanej informacji zwrotnej lub jej braku – czasem uczniowie po prostu chcą usłyszeć co dobrze zrobili i nad czym muszą popracować. Nieodpowiednio sformułowana informacja zwrotna, np. „Znów źle to zrobiłeś” nie jest kształcąca, sprawia raczej, że uczeń zamyka się w sobie i zaczyna postrzegać siebie jako kogoś, kto wciąż coś źle robi.

Trudno w 30-sto osobowej grupie dotrzeć do każdego w ciągu 45 min. Każdy pracuje w innym tempie, każdy uczy się szybciej w inny sposób. W ciągu 45 min., gdybyśmy każdemu uczniowi chcieli choćby minutę poświęcić, na lekcję właściwą (prezentacja nowego materiału) zostałoby tylko 15 min. Stąd kontakt 1:1 podczas korepetycji przynosi efekty. Uczeń ma nauczyciela (korepetytora) tylko dla siebie, może swobodnie o wszystko pytać i jest też świadomy, że ta godzina jest po to, by ją należycie wykorzystać, bo w końcu rodzice w niego inwestują.

Po tym poście pewnie spodziewałeś się czegoś innego. Poruszam ten temat na samym początku roku szkolnego, ponieważ chciałabym, żebyś wiedział (jeśli jeszcze tego nie wiesz), że bycie nauczycielem to coś więcej, niż:

*przychodzenie na zajęcia na 2 czy 3 godziny w ciągu dnia;

* dwumiesięczne wakacje;

*18-sto godzinny tydzień pracy;

*2 tygodnie wolnego podczas ferii.

Bycie nauczycielem to coś więcej, niż te liczby. I niezmiernie mi przykro, że niektórzy tylko przez pryzmat tych liczb postrzegają pracę nauczyciela.

Zapomniałam – ja nie mam prawa narzekać, bo w końcu sama wybrałam sobie taki zawód. A jak mi nie pasuje, to sobie mogę go zmienić. Szkoda, że inni mogą narzekać na moje zarobki, urlopy, a ja tego nie mam prawa robić.