Niezwykła książka

Żyjemy w świecie, w którym coraz więcej ludzi cierpi na różnego typu schorzenia czy zaburzenia. Coraz więcej czytamy o niewyjaśnionych przyczynach dolegliwości bądź o nieznanych dotąd chorobach. Być może powodem tego jest zbyt szybkie tempo życia, zbyt małe przykładanie wagi do jego jakości, a może ludziom zawsze doskwierały te same problemy, tylko inaczej je nazywano albo starano się w ogóle o nich nie mówić? Wydaje mi się, że to zbyt szeroki temat, by się nad nim teraz rozwodzić, tym bardziej, że chciałabym się przyjrzeć innej sprawie, mianowicie – dysleksji, która postrzegana jest jako zaburzenie o podłożu neurologicznym.

Będąc na drugim roku studiów zapisałam się na fakultet z „zaburzeń w mówieniu, pisaniu i czytaniu”. Chciałam nieco zgłębić temat, aby móc w przyszłości pomóc swoim uczniom. Kurs był podzielony na część teoretyczną oraz praktyczną (warsztatową). W czasie roku dowiedziałam się o dysleksji bardzo dużo i nauczyłam się operować narzędziami, które będę mogła wykorzystać w swojej pracy, a mimo to miałam jakiś niedosyt i czułam, że brakuje mi pewnego elementu – odpowiedniego podejścia. Takie natomiast znalazłam we wspaniałej książce Rolanda Davidsa zatytułowanej „Dar dysleksji”. Co ciekawe, jej autor sam jest dyslektykiem 🙂

Co zmieniła ta książka?

Przede wszystkim ukazała dysleksję nie jako schorzenie czy zaburzenie, jak do 2007 r. mogliśmy przeczytać o niej w podręcznikach, lecz jako: „odmienny sposób nabywania umiejętności czytania i pisania oraz ortografii”. (M.Bogdanowicz, „Materiały szkoleniowe dla nauczycieli cz. I, MEN, Warszawa 2010.) Prawda, że zmienia to optykę? Odmienny sposób nabywania umiejętności, taki, którego przeciętny człowiek nie jest w stanie zrozumieć oraz taki, do którego szkoła nie jest przystosowana. A nie jest, uwierzcie.

Dyslektyk – z życia wzięte

W tym roku zgłosiła się do mnie mama, której córka – gimnazjalistka przystępująca do egzaminu, na próbnych testach nie pisała wypracowań (dłuższych wypowiedzi). Dziewczyna ma dysleksję, a inne korepetytorki oraz szkolna polonistka nie były w stanie jej pomóc. Zapytałam, więc uczennicy w jaki sposób poprzednie nauczycielki podchodziły do sprawy, na czym się skupiały i co jej przeszkadzało. Okazało się, że każda poprzedniczka zaczynała od „podstaw” – próbowała wytłumaczyć i przekonać K. do nauki reguł ortograficznych oraz interpunkcyjnych. Jasne, jest to ważne, tylko w przypadku dyslektyka – to nie pomaga w procesie twórczego myślenia!

Do egzaminu pozostało 1,5 miesiąca, więc musiałam działać skutecznie. W związku z tym, że ortografia i interpunkcja to był pikuś w porównaniu do niemocy tworzenia, zaczęłyśmy od czegoś, co może się wydać dziecinne… Od rysowania myśli. Okazało się, że K., gdy myślała nad problem rozprawki, w jej głowie tworzyły się chaotyczne obrazy, które z każdą minutą gmatwały się coraz bardziej, a w konsekwencji nie pozwalały na „uporządkowanie myśli” i napisanie choćby zdania. Dlatego ważne było, by poszczególne obrazy „zatrzymać”, uchwycić, narysować a następnie uzupełniać rysunek o kolejne „stop klatki” oraz słowa klucze. Zrobiłyśmy w ten sposób plan wypracowania, nadaliśmy mu strukturę obrazową, ale nie mapę myśli. Ta metoda okazała się skuteczna i podczas kolejnego spotkania K. łatwiej przyszło narysowanie szkicu rozprawki.

Sukcesu jednak bym nie osiągnęła, gdyby nie to, że na pierwszym spotkaniu bliżej się poznałyśmy i mogłam powiedzieć K., co myślę o dysleksji. Nie traktuję jej jako zaburzenia, ale jako dar, który tylko nieliczni posiadają. Warto, więc wykorzystać wszelkie walory posiadania tego daru do przyswajania wiedzy i umożliwiać dyslektykom rozwijać ich sposoby percepcji, bez „nawracania” ich na właściwy tor.

Bardzo ciekawa rzecz – na trzecim spotkaniu K. nie potrzebowała już rysować konstrukcji swojej wypowiedzi, była w stanie zapanować nad obrazami, a po napisaniu wypracowania i głośnym odczytaniu zauważyła swoje błędy (!). Nie było, więc potrzeby ponownie przeznaczać czasu na zapamiętywaniu regułek, dyslektycy/dysortograficy je znają, ale w czasie pisania skupią się na samej treści, a nie na tym, w jaki sposób to zapisać. Ponadto każdy dyslektyk, dysortografik jest inny, więc trzeba poszukiwać odpowiedniej metody, dostosowanej do indywidualnych potrzeb. Nam, niedyslektykom, trudno pojąć fenomen dysleksji, dlatego serdecznie zachęcam i rodziców, i nauczycieli oraz osoby posiadające dar dysleksji do lektury Davidsa.

dyslektyk

Gdzie zajrzeć?

1. Przewodnik dla rodziców

2.Wprowadzenie do temu dysleksji

3.Strona Polskiego Towarzystwa Dysleksji

4.Jak rozpoznać dyslektyka

5.Terapia dysleksji

 

A jaki Ty masz stosunek do dysleksji? Pracujesz taki osobami, może sam jesteś dyslektykiem? Podziel się swoją opinią!