Znów udało mi się namówić ścisłowca na wywiad. Tym razem moim gościem jest niezwykły dydaktyk, który uważa, że Nauka jest fajna! I udowadnia to na każdym ze swoich warsztatów. Justyna Karpińska naucza alternatywnie, a o zakresie jej działalności możecie przeczytać na jej stronie http://naukajestfajna.edu.pl/.

Tradycyjne pytanie na rozgrzewkę: kim jest nauczyciel?

Nauczyciel, to w moim pojęciu osoba, której zadaniem jest uwalnianie naturalnej ciekawości ludzi, inspirowanie ich do odkrywania świata i swoich talentów oraz motywowanie do tego, by się rozwijali. Niezwykle mocno trzymam się stwierdzenia, że „najlepszy nauczyciel to ten, który powie Ci gdzie patrzeć, ale nie powie Ci co widzieć.”( Alexandra K. Trenfor)

Podpisuję się pod tymi słowami! To jednak bardzo trudne zdanie, bo ludzie mają tendencję do narzucania innym swojego punktu widzenia. Czy zechciałaby Pani powiedzieć, jak Pani robi to, że podpowiada Pani uczniom gdzie patrzeć?

Rzeczywiście, nie jest to łatwe, ale naprawdę można się tego nauczyć. Jak to robię? Czasem po prostu palcem wskazuję zjawisko, o którym akurat się uczymy i pozwalam dziecku obserwować, i analizować je własny sposób. Ogromną moc mają też pytania, które zadaję podczas warsztatów. Zaobserwowałam, że bardzo motywują dzieci do tego, by samodzielnie poszukiwać odpowiedzi i wyjaśniać sobie te zjawiska bazując na tym, czego nauczyły się wcześniej. Oczywiście, cały czas im w tym towarzyszę i pomagam dojściu do prawidłowej odpowiedzi. Wiem, że to, do czego dojdą samodzielnie, zapada w ich pamięci na bardzo długi czas, a mnie daje ogromną satysfakcję.

Dlaczego została Pani nauczycielem?

To świetne pytanie, chyba nawet moje ulubione! Jako dziecko marzyłam o tym, by zostać  nauczycielką i panią ze sklepu (sprzedawcą). Będąc w pierwszej klasie szkoły podstawowej napisałam nawet swój pierwszy podręcznik dla dzieci (w zeszycie z pachnącymi kartkami). W szkołę bawiłam się równie często jak w sklep.

nauka jest fajna

Dziecięce marzenia mają ogromny wpływ na nas, jak widzę 🙂

Zdecydowanie! Jestem ogromną fanką spełniania swoich dziecięcych marzeń w dorosłym życiu. Dziecko działa zwykle bardzo intuicyjnie, dlatego wierzę, że wybiera to, w czym naturalnie czuje się najlepiej.

 W takim razie – jak Pani doszła do tego miejsca, w którym jest Pani teraz?

Tuż po studiach zatrudniłam się na pełen etat w małej firmie pod Warszawą. Praca biurowa, asystencka, bez wyzwań i towarzystwa. Po krótkim czasie zorientowałam się, że zupełnie tego nie lubię i wręcz słabo znoszę. Zwolniłam się w prima aprilis (żarty się skończyły!). Za dewizę obrałam sobie „bój się i rób” i postanowiłam wrócić do rodzinnej Bydgoszczy, by założyć własną, mobilną działalność edukacyjną. Zgodnie z moimi przekonaniami nazwałam ją Nauka Jest Fajna! Ta firma jest spełnieniem obu dziecięcych marzeń naraz.         

Ciekawa historia, dająca do myślenia. Gdy nam źle, powinniśmy sami wpłynąć na to, by zaczęło nam być dobrze. Skąd pomysł na edukację alternatywną?

Oczywiście, mamy ogromny wpływ na to, co robimy i jak się czujemy.

Pracuję z dziećmi już od niemal dziecięciu lat. Podczas studiów biotechnologicznych otrzymałam propozycję prowadzenia warsztatów „z wybuchów chemicznych dla dzieci”. Powiedziałam, zgodnie z prawdą, że nie umiem tego robić, ale się nauczę. I tak zrobiłam! Od tamtego czasu angażowałam się w rozmaite inicjatywy, w ramach których prowadziłam warsztaty opierające się na alternatywnej edukacji przyrodniczej. Zdecydowałam się też na podyplomowe studia nauczycielskie, by uzupełnić wiedzę i wzbogacić kompetencje.

A jaki cel Pani przyświeca przy tworzeniu zajęć?

Uwolnić naturalną ciekawość dziecka. Pozwolić mu doświadczać, badać i sprawdzać za pomocą własnych zmysłów i emocji. Dlatego też na moich zajęciach bardzo rzadko  jest cicho. Słychać piski zachwytu i krzyki zaskoczenia, często też dziecięce dyskusje i pytania w stylu: czy możemy to pomieszać/wylać/dodać do tamtego? Takie propozycje zawsze bardzo mnie cieszą, bo wtedy wiem, że naturalna, dziecięca ciekawość została uruchomiona.

Moim celem jest też pokazanie, że nauka otacza nas na każdym kroku, każdego dnia – kiedy jemy śniadanie, zapalamy światło, kiedy przeciąg z hukiem zamyka drzwi, kiedy na drzewach kwitną kwiaty, kiedy śnieg rozpuszcza nam się dłoniach…  Dlatego też większość warsztatów, które prowadzę opiera się o przedmioty codziennego użytku, artykułach spożywczych, gospodarstwa domowego, a nawet kosmetykach! Dzięki temu, dzieci mogą powtarzać doświadczenia w domu. By ułatwić rodzicom i opiekunom zadanie, niektóre z eksperymentów zamieszczam również na moim kanale YouTube.

nauka jest fajna

Wspaniałe podejście! Tego zdecydowanie brakuje polskiej szkole, brak w niej kontaktu z rzeczywistością. Jakie czynniki wg Pani mają największy wpływ na proces nauczania i uczenia się dzieci i młodzieży?

Uwolnienie, czyli okazanie, przeżycie emocji, które towarzyszą w danej chwili oraz doświadczanie świata za pomocą zmysłów. Jeśli to możliwe, to wszystkich. Proszę, przypomnijcie sobie, co najlepiej pamiętacie z dzieciństwa? W moim przypadku są to sytuacje, w których zaniepokoił mnie nieznany dźwięk, zaskoczyła mnie czyjaś reakcja, rozradowałam się w wyniku jakiejś niespodzianki. I bardziej wprost – sytuacje, w których brat wrzucił mi za koszulkę żabę (dotyk + zaskoczenie + strach), kiedy dostałam mój pierwszy rower (dotyk + ekscytacja + radość).

Zmysły i emocje ściśle współpracują ze sobą i pozwalają na bardzo trwałe zapamiętywanie. Dlatego warto pamiętać o nich i pobudzać je w procesie uczenia.

Zdecydowanie zgodzę się z Panią. Dziękuję ślicznie za poświęcony czas oraz podzielenie się swoim doświadczeniem i przemyśleniami na temat nauczania. Życzę dalszych sukcesów i pytających uczniów!

Dziękuję!