Z tymi lekturami to jest tak – każda książka, która trafi na listę lektur, jest skazana na tragedię. *

Kiedy zaczyna się ta tragedia?

Jak się czyta w szkole

Pamiętasz, jak wyglądały pierwsze lekcje z omawiania lektury, kiedy byłeś/-aś uczeniem/uczennicą? Ja doskonale pamiętam. Na pierwszych zajęciach nauczycielka rozdawała nam puste kartki, prosiła o schowanie książek i wyciągnięcie tylko długopisów. Następnie dyktowała pytania dotyczące treści lektury, na które musieliśmy pisemnie odpowiadać. Od IV klasy szkoły podstawowej do końca gimnazjum właśnie w taki sposób zaczynaliśmy „przygodę” z książką. Tutaj rozpoczynała się tragedia. W zasadzie to już druga tragedia, bo pierwszą był sam proces czytania.

Pani nam daje może dwa tygodnie na przeczytanie takiej książki. Czasem więcej, ale często tak krótko. I dlatego człowiek się spieszy i nie uważa aż tak na treść. […] Przestaje mu się podobać książka. Potem tak na przymus czyta.

Czy mało czasu to wystarczające utrudnienie czytania?

Staram się czytać wszystkie, ale czasami nic z nich nie rozumiem, czasami nijak mi to nie idzie.

Co ma począć uczeń, który ma mało czasu na samodzielną lekturę, której nie rozumie? Co może zrobić, kiedy wie, że na pierwszej lekcji (lub kolejnych) zostanie sprawdzone to, czy zna treść? Jakie strategie mają uczniowie?

Po prostu czytam do upadłego, chcę czytać do upadłego i mieć z głowy.

Czy „czytanie do upadłego”, by mieć z głowy, jest czytaniem pogłębionym, czytaniem ze zrozumieniem, krytycznym czytaniem?

Czasami przeczytam streszczenie, żeby po prostu zrozumieć, o co chodzi w książce.

Aby zrozumieć treść książki, uczniowie sięgają po streszczenia… Czy naprawdę chodzi nam o to, żeby uczniowie znali treść książki? Rozumiem, że dokładna znajomość niektórych tekstów jest wymagana do egzaminów, ale takie czytanie (kto, komu i co zrobił) jest najbardziej wartościowe? Jest odtwarzaniem, wydobywaniem z pamięci, ewentualnie rozumieniem tekstu – wszystkie te działania pochodzą z niższych poziomów taksonomicznych  Blooma. Wiadomo, że najciekawsze rzeczy zaczynają się od IV poziomu, czyli analiz, ale analiz elementów, relacji, zasad organizacji, porównywania, dekonstruowania. Czy odtwarzając plan wydarzeń, uczniowie porównują ze sobą zachowania bohaterów?

Z przeprowadzonych badań przez Instytut Badań Edukacyjnych wynika, że jest kilka czynników, które przyczyniają się do niechęci wobec czytania lektur szkolnych. Są nimi:

  1. Przymus czytania

Słowo „lektury” jest bardzo ograniczone, ponieważ słowo „lektura” kojarzy się z nudną książką, którą musimy przeczytać w szkole. Wydaje mi się, że sam obowiązek czytania tych książek nie jest dla nas czymś pozytywnym.

To dość normalne, bo chyba nikt z nas nie lubi robić czegoś, co MUSI. A czy jesteśmy coś w stanie zmienić w tym temacie? Nie bardzo, ale! Możemy dać wybór uczniom, jeśli chodzi o lektury dodatkowe, które mogą pochodzić z proponowanej listy lub być zupełnie inne. Wykorzystajmy to i dajmy im poczuć, że ich zdanie jest ważne, że mają wpływ na własny proces uczenia się.

  1. Mało czasu na samodzielną domową lekturę

O tym wielokrotnie wspominają uczniowie. Czy tutaj również niewiele możemy zrobić? Ja mam pewne rozwiązanie, o którym przeczytasz więcej trochę niżej.

  1. Trudny język, nieciekawa treść

To kolejne powody, dla których czytanie lektur jest czymś bardzo nieprzyjemnym. Większość tekstów kanonicznych jest dla  dzieci i młodzieży „przestarzała”. Przeszkodami są sam (trudny, dawny) język oraz nieaktualna tematyka, w której uczniowie się nie odnajdują. Czy samotna lektura pomaga w takiej sytuacji? Czy młodzi czytelnicy wiedzą, co mogą zrobić lub jak czytać, by pokonać te przeszkody?

  1. Sposób omawiania lektury

Praca na lekcji: streszczenie, charakterystyka postaci, kartkówka, wypracowanie – plan wydarzeń, informacja o autorze – tak standardowo, jak zawsze.

A jak wyglądają Twoje lekcje z lekturą? Na czym się koncentrujesz? Dlaczego akurat na tym? Czemu uważasz, że jest to ważne?

Kiedy myślę o moich szkolnych doświadczeniach czytelniczych, to zastanawiam się, czemu miały służyć kartkówki z treści. Sprawdzeniu, czy uczniowie przeczytali książkę? A czy zastanawiałeś/-aś się, jaką postawę kształcisz, robiąc kartkówki z treści lektury na pierwszej lekcji lekturowej? Czy to faktycznie sprawi, że uczniowie chętnie będą sięgać po książki? Czy Ciebie taki wstęp zachęca do dalszej pracy z tekstem? Czy wszystko z samodzielnej, cichej lektury pamiętasz?

Nie ma na to mojej zgody

Nie ma na to mojej zgody, by moi uczniowie samotnie błądzili z lekturą. Nie ma zgody na to, że sięgają po streszczenie, bo nie rozumieją treści. Nie ma zgody na to, że czytamy książki tylko do/dla egzaminu. Nie ma na to mojej zgody, by uczniowie nie notowali podczas czytania. Nie ma na to mojej zgody, by czytanie było przykrym obowiązkiem.

To „nie ma na to mojej zgody” było wyjściem do poszukiwania takiego sposobu czytania książek z uczniami, dzięki któremu utworzymy wspólnotę czytających. Nie ma nic bardziej satysfakcjonującego niż to, że możesz porozmawiać z kimś o czymś, co przeżywasz, co Ci się bardzo podoba, wzbudza w Tobie mieszane uczucia albo kompletnie Ci się nie podoba i wiesz dobrze, dlaczego Ci się nie podoba. Możliwość dyskutowania o książce była również często wspomina przez badanych uczniów jako coś, czego brakuje na zajęciach języka polskiego. W końcu książki czyta się po to, by poszerzać swoje horyzonty, ale nie samo czytanie to sprawia – daje to także możliwość dyskutowania i poznawania poglądów innych na ten sam temat. Ile to uczy otwartości!

Co robię z lekturami?

Dzięki temu, że od kwietnia pracuję w szkole, mogłam przetestować na uczniach trochę inny sposób czytania. Nie wiem, jak jest w Twojej szkole – czy nadal stosuje się sprawdziany/klasówki/kartkówki z treści lektur? Kiedy byłam uczennicą, było to bardzo powszechne. Myślałam, że kiedy pójdę na praktyki, to nie spotkam tego obrazka, a jednak… To samo było w szkole, w której pracuję. Uczniowie spodziewali się, że skoro będziemy omawiać „Balladynę”, to na dzień dobry będzie kartkówka z treści lektury.

Poprosiłam uczniów o to, by przynieśli ze sobą książkę. Poprosiłam, by jej nie czytali. Mają tylko ją przynieść. Uprzedziłam ich, że trochę inaczej będziemy czytać. Pewnie trochę się dziwisz, co mi przyszło do głowy. Czytaj dalej.

Zaproponowałam uczniom pracę z Lekturownikiem, czyli narzędziem, które sama opracowałam.

Czym jest Lekturownik

Lekturownik to zeszyt przeznaczony na notatki z lektur (lektura jako proces). Możesz założyć go w dowolnym zeszycie, w takim formacie, jaki Ci najbardziej odpowiada. Swój prywatny mam w formacie A5.

W jednym Lekturowniku gromadzisz notatki z różnych książek, jakie czytasz (jeden zeszyt = wiele lektur).

Co notujesz? To, co jest ważne dla Ciebie. Po pierwsze: refleksje, przemyślenia dotyczące zachowań bohaterów, opisów, fabuły, własne uwagi. Po drugie – pytania, pytania do tekstu, do autora, do innych Czytelników. Po trzecie: ważne/ciekawe/śmieszne/smutne/niezrozumiałe cytaty. Notatki warto uzupełniać na bieżąco, czyli podczas czytania. Tak, jest to czasochłonne.

Ta czasochłonność ma jednak jedną zaletę, zwłaszcza dla tych, którzy narzekają na problem z koncentracją lub brakiem zrozumienia. Kiedy czytasz i czujesz zmęczenie albo czujesz, że Twoje myśli odpływają w innym kierunku,  zrób stop-klatkę na notatkę. Zastanów się nad tym, co przed chwilą przeczytałeś/-aś, jakie wzbudziło to w Tobie emocje, jakie refleksje, zapisz swój komentarz – to nawet może być: „O co tu właściwie chodzi?” (tylko koniecznie dodaj, o który dokładnie fragment Ci chodzi i na jakiej stronie się znajduje 😉). Być może dalej znajdziesz odpowiedź na to pytanie i będziesz mógł ją zapisać, a potem, w dalszym czytaniu, zweryfikować, czy nadal tak myślisz.

Myślę, że sam/-a prowadzisz notatki z lektur, jakie czytasz, a czy pomyślałeś/-aś o tym, aby pokazać to uczniom?

Jak pracować z Lekturownikiem na lekcji

Ważna kwestia, o  której muszę tutaj wspomnieć. Lekturę czytamy częściowo w szkole (lektura z podziałem na role, cicha lektura), a częściowo w domu. Dlaczego?

Wspomniałam o tym, że nie ma mojej zgody na to, aby uczniowie samotnie błądzili z lekturą. Rozpoczynamy ją wspólnie, dzieci mają czas na robienie notatek, a potem na dyskusję. Wszyscy są w tym samym miejscu; wiemy, o czym rozmawiamy, a w związku z tym jest większa motywacja do samodzielnego doczytania fragmentu/rozdziału/aktu w domu.

Lekturę wspólną oraz samodzielną w pewien sposób modeluję – proszę uczniów, by czytając, zwrócili uwagę na konkretną rzecz, na przykład: czego dowiadujemy się o bohaterach z danego fragmentu? Jak wyglądają, co mówią, jak się zachowują – jak to wszystko o nich świadczy? Gotowy/-a na plan działania?

Przed wspólnym czytaniem:

  1. Musisz wiedzieć, co chcesz osiągnąć i dlaczego wprowadzasz ten sposób pracy z lekturą.

Dla mnie sprawa była prosta: chcę nauczyć uczniów uważnej i krytycznej lektury. Wiedziałam też, jakie konkretne zagadnienia chcę z nimi poruszyć – to też musisz wiedzieć, zanim przystąpisz do zapraszania uczniów do innego sposobu czytania.

  1. Masz plan działania, czyli wiesz, bez jakich zagadnień nie może się obyć.

Wiesz, co i kiedy powinno zostać poruszone. Wiesz, jakie fragmenty czytacie na lekcji (wspólnie, z podziałem na role, w ciszy), a jakie w domu uczniowie czytają samodzielnie. Wiesz, na co powinni zwrócić uwagę Twoi uczniowie. Masz pewne oczekiwania wobec ich notatek.

  1. Uczniowie powinni poznać cel takiego sposobu czytania.

Na zajęciach, na które uczniowie przynieśli książki, najpierw opowiedziałam im, że chcę im pokazać inny sposób czytania lektur, dzięki któremu będą bardziej uważnymi i krytycznymi Czytelnikami.

  1. Przygotuj wcześniej wszelkie narzędzia, pomoce, którymi będziesz mógł/mogła się wesprzeć podczas wprowadzania Lekturownika.

Przygotowałam Instrukcję informującą, z jakich elementów powinien się składać Lekturownik, wraz z uzasadnieniem, dlaczego są one ważne.

W związku z tym, że zmuszona byłam wystawić jeszcze jedną ocenę przed klasyfikacją, postanowiłam, że to właśnie Lekturownik będzie jej podlegać. Stworzyłam zatem kryteria sukcesu, które jednocześnie były kryteriami oceny. Możesz pobrać oba dokumenty, aby bliżej zapoznać z moimi pomocami.

 

  1. Zapoznaj uczniów z procedurą – czyli jak pracować z Lekturownikiem.

Ja po prostu przyniosłam w odpowiedniej liczbie kopie Instrukcji oraz kryteriów. Następnie przypomniałam o celach pracy z Lekturownikiem. Wspólnie omówiliśmy Instrukcję, potem kryteria, a następnie odpowiadałam na pytania uczniów, aż miałam pewność, że każdy wie, w jaki sposób będziemy czytać.

I co dalej?

Dalej czeka na Was przyjemność wspólnej lektury.

Szanse i zagrożenia

Praca z Lekturownikiem wymaga od nauczyciela namysłu i wcześniejszego przygotowania. Od uczniów natomiast przede wszystkim uważnego czytania. Dzięki czujnemu czytaniu, mogą stawiać śmiałe hipotezy, zadawać pytania, zapisywać ważne/ciekawe/dziwne/niezwykłe/mądre/śmieszne cytaty – czytanie staje się naprawdę aktywne. Wszystkie zebrane zapiski z dowodami z tekstu stanowią dobry grunt do dyskusji na temat lektury. Trudne, niezrozumiałe rzeczy od razu zostają wyjaśnione – niekoniecznie przez nauczyciela, lecz przez innego Czytelnika-ucznia.   Dodatkową zaletą jest to, że uczniowie kształcą w sobie nawyk notowania.

Na co trzeba zwracać uwagę podczas pracy z Lekturownikiem, by przyniosło to więcej pożytku niż szkody?

Po pierwsze: jakość notatek uczniów. Jakość będzie zależeć od wielu czynników – etapu edukacyjnego, nastawienia do czytania, doświadczeń lekturowych, biografii czytelniczej. Ważne, by monitorować, co uczniowie notują.

Po drugie: otwartość na to, co uczniów interesuje. To wymaga od nas, nauczycieli, elastyczności, wiem jednak, że czasem pójściem za nimi i tym, co jest dla nich ważne,  zdecydowanie się opłaca.

Ja wiem, że te zalety wciąż nie zakryją jednej dużej wady – to wymaga czasu. Po pierwsze, czasu na selekcję zagadnień, po drugie – na wspólne czytanie. Ja „Balladynę” omawiałam z uczniami przez dwa tygodnie, co zajęło nam 10 godzin lekcyjnych. Nie wiem, czy to dużo, czy mało. Wiem jednak, że inaczej nie chcę z nimi czytać. Dlaczego?

Dzięki wspólnemu przeżyciu lekturowemu powstaje niezwykła atmosfera, rodzi się inna jakość relacji.

 


*To zdanie wypowiedział jeden z uczniów, którego zapytano o to, jak się czyta obowiązkowe pozycje. Stwierdzenie to oraz wiele innych dających do myślenia można znaleźć w raporcie „Czytelnictwo dzieci i młodzieży” z 2014 roku. Wszystkie pozostałe cytaty oraz dane pochodzą właśnie z tego dokumentu.


Dziękuję, że przeczytałeś/łaś ten tekst! Daj znać w komentarzu, jak Ty czytasz, co się sprawdza w Twojej praktyce lub jakiego sposobu czytania lektur oczekiwałabyś od swojego nauczyciela.

Samanta