Każdy z nas ma jakiś talent. Niektórzy spędzają lata nad tym, by odkryć to, w czym są dobrzy, inni wiedzą od razu do czego się urodzili. Na pierwszy rzut oka może nam się wydawać, że ci drudzy to szczęściarze, bo nie pozostaje im nic innego, jak wykorzystać swoją niezwykłą umiejętność i zacząć robić coś, co ich uszczęśliwia. Nie zawsze jednak to, w czym jesteśmy dobrzy i w czym widzimy naszą samorealizację spotyka się z aprobatą naszych bliskich, czy otoczenia, w którym dane jest nam żyć (szkoła, znajomi). Ba, środowisko czasem inaczej postrzega nasze umiejętności, niż my sami, nawet nasz talent może uznać za coś złego (niedobrego dla nas lub coś, co nie wypada nam robić ze względu na wiele czynników). W podobnej sytuacji było wielu artystów i nie poznalibyśmy ich jako artystów, gdyby nie to, że ktoś pozwolił im się realizować albo byli na tyle uparci, że robili swoje, mimo zakazów, przestróg czy gróźb (o takich przypadkach możesz przeczytać w książce Kena Robinsona).

Dziś jednak chcę Cię zaprosić do świata kogoś, kto jeszcze nie jest dorosły, ale ma ogromny talent, zapał i z pewnością jego życie będzie w przyszłości związane z architekturą. Przywitaj się z Ignasiem, który będąc jeszcze niemowlakiem zbudował swoją pierwszą w życiu budowlę – wieżę z pieluch. Naszego tytułowego bohatera książki pt. „Ignaś Kitek, architekt” poznajemy jako niemowlaka i od tamtej pory przyglądamy się jego życiu, a w zasadzie tylko fragmentom, które związane są z jego pasją, czyli architekturą. Dowiadujemy się jakie niezwykłe budowle chłopiec potrafi stworzyć, wykorzystując najprzeróżniejsze materiały.

Wydarzeniem przełomowym dla naszego bohatera jest pójście do szkoły. To tu spotyka po raz pierwszy ogromny sprzeciw wobec tego, co lubi robić. Nauczycielka Ignasia zabrania mu stawiać budowli, w związku z czym

Cóż miał począć nasz Ignaś? Lepiej z ogniem nie igrać. Spuścił głowę, na kwintę nos zawiesił. Teraz dni w szkolnych murach upływały ponuro, musiał robić to, co inne dzieci.

Cytat oczywiście pochodzi z książki. Jeśli jesteś ciekawy, jak dalej potoczyły się losy Ignasia, to koniecznie sięgnij po książkę!

Zdradzę tylko, że nasz bohater będzie się spełniać, nie zdradzę jednak jak do tego dochodzi, bo to zbyt ładna historia, by ją parafrazować.

Chciałam się podzielić z Tobą próbką tekstu, bo uważam że Łukasz Witczak wykonał kawał świetnej roboty, tłumacząc tekst. Język jest prosty, w związku z czym najmłodsze dzieci nie będą miały problemu z rozumieniem treści. Starszym na pewno spodoba się humor, jaki dominuje w książce oraz to, że utwór został napisany w sposób rymowany.

To, co sprawia, że „Ignaś Kitek, architekt” jest przyjemną lekturą (oprócz języka i samej fabuły) jest nietypowy format książki (22,8 x 28 cm), wygodny przede wszystkim dla dzieci oraz cudowna szata graficzna, wykonana przez znakomitego ilustratora książek dla dzieci – Davida Roberts’a.

Warto też wspomnieć o tekście oryginalnym, bo dzięki tej pozycji mogłam poznać niezwykłą autorkę – Andreę Beaty i cieszę się już na myśl o kolejnych książkach z tej serii.

Podsumować mogłabym to jednym zdaniem pochodzącym z jednego z moich starszych wpisów o przewrotnym tytule „dlaczego bycie marzycielem jest złe?”

„Pozwólmy również marzyć naszym dzieciom i uczniom, bo często marzenia dziecięce doprowadzają nas do miejsc spełnienia.”

Nie ma to, jak cytować samą siebie 😉

Ten wpis powstał dzięki współpracy z niedawno powstałym Wydawnictwem Kinderkulka specjalizującym się w książkach dla dzieci. Książkę można dostać tutaj.

A co Ty sądzisz o marzeniach i talentach, jakie mają nasze dzieci? Pomagasz swojemu dziecku pielęgnować swój talent?